Kiedyś uważałam, że brak mi cierpliwości. Potem urodził się Kajtek i okazało się, że jestem ostoją spokoju – biorę głęboki oddech, liczę do 3000000 i przechodzi 😉 Jednak wczoraj moja cierpliwość została poddana próbie, której nie sprostałam….kładzenie tapety. Dramat! Jesteśmy właśnie w trakcie małego remontu, w tym pokoju Kajtka. Na jednej ścianie zaplanowaliśmy tapetę. Straciliśmy pół dnia i położyliśmy tylko dwa pasy.Prawdziwa masakra, sklejała się, wyginała…i te bąble. Dodam, że byliśmy przygotowani, wałek, nożyk, itd. Bartek kleił górę, ja trzymałam dół, potem na odwrót…. skończyło się niemal rozwodem 😉 Poddaliśmy się. Dokończył fachowiec, który poradził sobie w mgnieniu oka.

Zostanę przy meblach 🙂 Ukojeniem na moje zszarpane tapetą nerwy, był stół który wyszedł idealnie. Mocno szczotkowany, postarzany. Nogi w kolorze złamanej bieli. 

 

Stara prawda. Jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Tapeciarz niech tapetuje, krawiec szyje, piekarz piecze. Ja zostaję przy swoim.

Serdeczności Kochani!!!

3 Comments

  • Gosia

    Blat wyszedł Ci Perfect jak Ty to zrobiłaś cudownie😁jak będziesz miała chwileczkę napisz bo ja już sama do tego nie dojdę za późno się do tego zabrałam 60+ na karku ale maluje mąż remontuje mebelki i świetnie się bawimy razem na emeryturę nie budzimy się

  • Gosia

    przepraszam miało być nie budzimy się a nie budzimy nieźle bo przyjemnie się obudziłam zaglądając po raz pierwszy na Twojego bloga jesteś wspaniała kreatywna i myślę że cieplutka👍

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.