Dawno temu wzięłam się ostro za ławę, a właściwie ławo-skrzynię. Pamiętam, że ława stała zawsze w naszej kuchni i jako dziecko uwielbiałam na niej leżeć. Pomalowana była lakierobejcą na ciemnobrązowy kolor. Była bardzo praktyczna, bo mieściła w sobie rzeczy, dla których nigdy nie było miejsca. Postanowiłam ją odświeżyć. Przemalowałam, przetarłam i wstawiłam do przedpokoju:) I muszę powiedzieć, że ONA ma coś w sobie…. A co? papierki, papiery, świece, obrazki, zmiotkę na kurz, starą rurę od odkurzacza (bo może się przydać), butelkę, czapkę, pudełko, kontakty i wiele innych….

Oj, przez ten kredens to prawie osiwiałam, tyle pracy z nim było……mebel uratowałam przed spaleniem. Był naprawdę w bardzo, bardzo,ale to bardzo złym stanie (kilka warstw farby olejnej, urwane zawiasy, potłuczone witraże, spróchniałe nogi, masę dziur po kornikach, rozwalone szuflady). Rozłożyłam go na części pierwsze, posklejałam (z pomocą przyszedł B.), zdarłam farbę, wyszlifowałam, wybejcowałam, przewoskowałam i tak zostawiłam. Postanowiłam, że tego mebla nie będę wybielała. I tak pośród bieli i szarości w jadalni stoi ON



Znalazłam kilka zdjęć, na których widać jak kredens wyglądał po wyszlifowaniu



Dobranoc !

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.